REGGAE EUROPA(czyli Ogród Trudno Dostępny)może być nazwana powieścią opartą na wydarzeniach autentycznych lub też literaturą faktu z pozmienianymi nazwiskami, jak kto woli. Możnaby ten tekst nazwać xiążką, gdyby ktokolwiek ją wydał. To się jednak nie stało, a to z bardzo prostego powodu: nie zaproponowałem jej jak dotąd żadnemu wydawnictwu. Nie jestem pewien, czy w ogóle mam na to ochotę. Z góry słyszę odpowiedź dziewięćdziesięciu dziewięciu procent potencjalnych wydawców: "To się nie sprzeda". Ale czy ja to chcę sprzedać? Wydawca pewnie musi, ale ja mam inny sposób zarobkowania na życie i mogę sobie pozwolić na podejście takie samo, jak Kochanowski we wstępie do "Pieśni". Bo to jest nie tylko powieść, to jest reggae, a reggae samo się każe grać. Czy xiążka może być reggae? Nie wiem czy może, ale to mnie biere i samo każe się grać. Jak kogo nie biere, to pewnie że nie kupi. Jak to mnie biere? Przecież sam napisałem? Ano proste: napisałem co złapałem, a teraz mnie biere jak każdego innego. Bo słusznie mówi Keith Richards: piosenki latają w powietrzu i tylko się je łapie. Słusznie też mówi Bob Marley: reggae to natural mystic flowing through the air, if you listen carefully now, you will hear; naturalna mistyka płynąca przez powietrze, jeśli słuchasz z uwagą, to ją usłyszysz. To jest ta niewidzialna na pierwszy rzut oka część rzeczywistości. Czy xiążka może być reggae? Ciekaw jestem, czy ktoś z czytelników się ze mną zgodzi.
|
|