Wstęp do Diamentowego Ostrza Mądrości Wiodącej Na Drugą Stronę

Nepalski manuskrypt z XVIIw



Sutra jako gatunek literacki

Sutra jako gatunek literacki powstała, jak głosi tradycja, na tak zwanym soborze w Rajagriha, zwołanym wkrótce po śmierci Buddy. W mieście tym zebrała się rzesza uczniów by naradzić się, jak przechować dla potomności nauki Mistrza. Obradom przewodził Mahakaśiyapa, główny uczeń Buddy. Ustalono, że trzeba sobie przypomnieć jak najwięcej kazań Mistrza, a następnie ułożyć w wersety, by kolejne pokolenia uczniów mogły je powtarzać tak, jak bramini regularnie recytują święte Wedy. Nikt oczywiście nie twierdził, że Budda głosił swe kazania wierszem. Wersyfikacja miała być pomocą mnemotechniczną, a istotą była nie dosłowność, lecz funkcja: zredagowany tekst miał prowadzić słuchacza (czy też recytującego) w kierunku Przebudzenia, miał być jak nitka pokazująca drogę do wyjścia z labiryntu złudzeń.
Powstałych w ten sposób tekstów nie zapisywano. Pismo było wprawdzie znane w owym czasie w Indiach, ale z całą pewnością nie było w powszechym użyciu. Powszechną praktyką była natomiast grupowa recytacja świętych tekstów, indyjscy bramini recytują w ten sposób Wedy do dziś. Buddyjski zakon przyjął praktykę grupowej recytacji sutr. Dzięki regularnej recytacji mnich nie tylko przekazuje tekst dla potomności, ale także sam nim "nasiąka". Od tego czasu sutry stały się jakby nicią spajającą kolejne pokolenia mnichów. Słowo "sutra" znaczy właśnie "nić".
Nie wszystkie sutry ułożono w wersety, istniały również inne techniki ułatwiające spamiętanie tekstu. Jedną z nich było stosowanie formuł złożonych ze zdań o podobnej strukturze, w których zmieniały się tylko niektóre wyrazy. Większość sutr otwiera niewierszowana formuła zaczynająca się od słów "Oto co słyszałem…" i podająca okoliczności wygłoszenia kazania, czyli miejsce, imiona słuchaczy itd. W wielu sutrach owe formuły, często bardzo długie, wstawiane są pomiędzy wersety, a niektóre sutry - szczególnie te, które zachodni badacze uważają za późne - złożone są niemal całkowicie z owych powtarzających się formuł. Na zachodnim czytelniku takie powtarzające się formuły robią wrażenie monotonii, jednaze należy pamiętać, że sutry powstały dla zupełnie innego odbiorcy. Nie są przeznaczone do czytania wieczorem w fotelu przy herbatce, mnisi recytowali je zerwawszy się o czwartej rano, po godzinnej medytacji i na czczo; rytm powtórzeń działa jak muzyka reggae, doprowadza umysł do specyficznego stanu. O to właśnie w sutrach chodzi, nie są one wykładem doktryny.
Autorom sutr chodziło o doprowadzenie recytatora i słuchacza do stanu sprzyjającego Przebudzeniu, natomiast ścisłość zawartych w tekście informacji jest drugorzędna, jeśli w ogóle istotna. Owa ścisłość jest natomiast istotna dla zachodnich badaczy. Dla zachodnich odbiorców (w tym również dla autora niniejszych słów) istotne jest, czy dane kazanie mógł rzeczywiście wygłosić Budda, czy może sutrę napisł ktoś inny i tylko przypisał Nauczycielowi swe własne słowa. Otóż zachodni badacze ustalili, że niektóre sutry powstały nie na soborze w Rajagriha, lecz o kilka stuleci później i w dodatku w innym języku. Sobór w Rajagriha miał miejsce w V wieku przed naszą erą. Pierwsze sutry zaczęto spisywać w III wieku przed naszą erą w języku pali, używanym wówczas powszechnie w północnych Indiach. W pierwszych wiekach naszej ery wśród buddystów nastąpił rozłam: nurt zwany Theravada (Droga Starszych) strzegł tradycji i nie pozwalał tłumaczyć sutr na inne języki, natomiast nurt zwany Mahayana (Wielki Wóz) uważał, że w innych krajach należy do ludzi przemawiać w języku dla nich zrozumiałym, a w nowych zmienionych czasach należy nauczać wprowadzając nowe idee. W V wieku naszej ery w północnych Indiach językiem powszechnie używanym wśród warstw wykształconych był sanskryt. Otóż istnieje cały szereg sutr zachowanych jedynie w sanskrycie, mają one w dodatku specyficzny charakter, są bardzo różne w stylu od sutr zachowanych w języku pali. Pojawiają się w nich terminy i pojęcia, o których żaden z palijskich tekstów nie wspomina. Mnisi Theravady odrzucają te sanskryckie sutry uważając je za nieautentyczne: zaprzeczają one często temu, co głoszą sutry palijskie, więc Budda nie mógł ich wygłosić. Wyznawcy Mahayany twierdzą natomiast, że Budda głosił różna kazania do różnych ludzi: do tych, którzy daleko posunęli się na drodze ku Przebudzeniu głosił sutry niejako "trudniejsze". Sutry Mądrości Wiodącej Na Drugą Stronę, do których należy Diamentowe Ostrze, pozornie zaprzeczają wcześniejszym naukom, ale tylko pozornie, jak bowiem twierdzą wyznawcy Mahayany - są one dalszym krokiem na tej samej drodze. Zreszą dla mnichów Zen, którym owe sutry pomogły w osiągnięciu Przebudzenia, jest zupełnie nieistotne kto i kiedy tak naprawdę był ich autorem. Istotne jest, że spełniają swoją funkcję.
W pierwszych wiekach naszej ery buddyzm zaczął się rosprzestrzeniać w krajach poza subkontynentem Indii. W Azji poołudniowo-wschodniej, na Cejlonie, w Birmie i w Syjamie, jego krzewicielami byli przede wszystkim mnisi Theravady; w krajach tych recytowane są sutry kanonu palijskiego, nigdy nie tłumaczone na lokalne języki. W krajach na północ od Indii, w Azji Środkowej, Chinach i Tybecie, krzewicielami buddyzmu byli mnisi Mahayany. Ci uważali, że nową naukę trzeba głosić w języku zrozumiałym dla mieszkańców, dlatego tłumaczyli oni sutry na irańskie języki Azji Środkowej, chiński i tybetański. W samych Indiach po najeździe muzułmańskim buddyjscy mnisi albo przyjęli islam i stali się wędrownymi derwiszami, albo zostali wymordowani, a ich klasztory zburzone.
Diamentowe Ostrze powstało prawdopodobnie w pierwszych wiekach naszej ery; niestety nie znamy nawet przybliżonej daty i możemy się jej tylko domyślać. Język znanego nam oryginału to klasyczny sanskryt używany w pierwszych wiekach naszej ery w północnych Indiach. Oczywiście nie jest wykluczone, że tekst powstał wcześniej, a język był stopniowo uwspółcześniany przez kolejne pokolenia recytatorów. Niektóre sutry Mahayany (na przykład Lotos Dobrego Prawa) zapisane są w dużej części wierszem i język owych wierszowanych fragmentów jest bardziej archaiczny niż klasyczny sansktryt prozy, co by sugerowało, że tekst powstał wcześniej i fragmenty prozą zostały uwspółcześnione, natomiast wiersze pozostawiono w pierwotnej postaci by zachować ich rytm. Diamentowe Ostrze polemizuje z tezami rozbudowanej buddyjskiej filozofii, co również przemawiałoby za późną datą jej powstania. Niestety nie posiadamy żadnych ścisłych informacji na temat okresów rozwoju buddyjskiej filozofii w Indiach. Na pewno wiemy jedynie, że Diamentowe Ostrze musiało istnieć około czterechsetnego roku naszej ery, wtedy bowiem powstał jej pierwszy chiński przekład. Około czterechsetnego roku przybył do Chin Kumarajiva, mnich z Azji Środkowej, by tłumaczyć sutry na chiński. Był on pierwszym tłumaczen Diamentowego Ostrza. W swych przekładach pozostawił on nieprzetłumaczone niektóre terminy, takie jak bodhisattva czy prajńa paramita; podobną praktykę stosowało wielu późniejszych tłumaczy większości buddyjskich szkół. Odbiegała od tego modelu jedynie szkoła tantryczna. Tantryczne przekłady, zarówno na chiński, jak i na tybetański, zawierają tłumaczenia nie tylko terminów, ale nawet imion mitycznych postaci. Tłumacze wychodzili najwyraźniej z założenia, że terminy i imiona nie są przypadkowe i powinny być rozumiane w momencie czytania, a nie dopiero po osobnym wyjaśnieniu.


Terminy występujące w Diamentowym Ostrzu

Tłumacze sutr na języki zachodnie postępują zazwyczaj tak jak Kumarajiva, pozostawiając niektóre terminy w sanskryckim brzmieniu i wyjaśniając je w przypisach. Ja jednak postanowiłem postąpić inaczej. Skoro indyjski odbiorca rozumiał wszystkie terminy bez dodatkowych wyjaśnień, to podobnie powinien rozumieć je polski czytelnik. Postanowiłem więc terminy spolszczyć w tekście, a we wstępie zidentyfikować je z sanskryckimi wyrażeniami oraz ewentualnie uzasadnić wybór takiego a nie innego polskiego odpowiednika. Co po kolei czynię niniejszym:
Diamentowe Ostrze - Vajraććhedika (czytaj Vadźraććhedikaa). Vajra znaczy diament lub piorun; w europejskiej literaturze niniejszy tekst znany jest jako Sutra Diamentowa, taką też wersję przyjąłem. Tytuł jednakże kojarzy się również z przedmiotem używanym do buddyjskich obrzędów, zwanym vajra czyli "piorunowe ostrze" (po japońsku ów przedmiot nazywa się kongo, a sutra kongokyo), a także z mityczną postacią zwaną Vajrasattva ("Piorunowy Wojownik"), która w ikonografii ów "piorun" zawsze trzyma w ręku. Ććhedika znaczy dosłownie "rozcinająca" (od ććheda - rozcinać), czyli bardziej dosłownie brzmiałoby "Diamentowa Rozcinająca Mądrość", co jednak po polsku brzmiałoby trochę sztucznie. Wybrałem tłumaczenie luźniejsze, ale lepiej osadzone w polszczyźnie: Diamentowe Ostrze Mądrości.
Mądrość Wiodąca Na Drugą Stronę - Prajńa Paramita termin często pojawiający się w tekstach buddyzmu Mahayany. Prajńa (czyt. Pradźńia) znaczy Mądrość. Paramita to dosłownie "przeszła na drugą stronę" (od para - druga strona rzeki lub morza) Jest to termin metafizyczny tłumaczony niekiedy na funkcjonujące w polszczyźnie greckie słowo "transcendentny", ja jednak postanowiłem unikać również greckich terminów i wybrałem sformułowanie "wiodąca na drugą stronę". Tym bardziej, że w buddyjskiej literaturze często pojawia się metafora przekraczania rzeki, na przykład w szóstym rozdziale niniejszej sutry pojawia się motyw tratwy porzuconej na drugim brzegu.
Psychologia buddyjska wyróżnia sześć cnót "wiodących na drugą stronę": dawanie ( dana paramita ), moralność (śila), wybaczanie (ksanti), męstwo (virya), skupienie (dhyana) oraz mądrość (prajńa ). W czwartym rozdziale niniejszej sutry omówiona (choć nie wymieniona z imienia) jest dana paramita , Natomiast w rozdziale czternastym omówiona (i wymieniona z imienia) jest ksanti paramita.
Przebudzony to dosłowne tłumaczenie sanskryckirgo słowa Buddha. Słowo to pochodzi od tego samego indoeuropejskiego rdzenia co polskie "budzić". Współczesna polszczyzna ma tendencję do wydłużania wyrazów przez dodawanie przedrostków i końcówek; niestety nie da się po polsku znaleźć równie krótkiego odpowiednika.
Błogosławiony to dosłowne tłumaczenie określenia bhagavat, używanego często jako przydomek historycznego Buddy.
Takprzeszedł to znów dosłowne tłumaczenie słowa Tathagata. Jest to kolejny termin oznaczający Buddę używany w tekstach Mahayany. Jest to zbitka stworzona ze słów tatha (tak, w ten sposób) oraz gata (przychodzący lub odzchodzący). Rozdziały siedemnasty i dwudziesty dziewiąty niniejszej sutry sugerują, że w momencie jej powstawania było to słowo nowe i wymagało wyjaśnienia. W wyjaśnieniu zawartym w rozdziale siedemnastym na tłumaczenie tathata użyłem polskiego słowa "jakość". Tathata znaczy dosłownie "takość", ale że po polsku takiego słowa nie ma, a gdyby je ukuć znaczyłoby to samo co "jakość", postanowiłem użyć słowa już istniejącego; niestety ginie przy tym gra słów.
Wprowadzenie tego terminu, tak różnego od tradycyjnego "Przebudzony", rzuca ciekawe światło na tok myślenia starożytnych buddyjskich mistrzów. Zwracać ma ono uwagę na te cechy Buddy, których słowo "Przebudzony" nie obejmuje.
Bojownik-o-przebudzenie to dosłowne tłumaczenie słowa bodhisattva. Znów nastąpiło charakterystyczne dla polszczyzny wydłużenie wyrazów. W staropolszczyźnie możnaby pewnie ukuć słowo "budziwoj", w dzisiejszej jednak brzmiałoby ono sztucznie. W sanskrycie nie jest jasne, czy ów bojownik walczy o przebudzenie własne, czy też (altruistycznie) innych istot. Szczęśliwym trafem polski odpowiednik jest równie niejasny, bowiem w niniejszej sutrze wyrażenie to pojawia się w obu znaczeniach.
W dziewiątym rozdziale sutry widzimy kilka terminów istniejących już w palijskim kanonie Theravady. Dotyczą one w zasadzie klasyfikacji stanów umysłu, ale tradycyjnie wyjaśniane były w kategoriach reinkarnacji. I tak włączony-w-strumień to srota-apanna; jest to ktoś, kto włączywszy się w strunień wiodący ku Przebudzeniu nigdy już nie zawraca. W kategoriach reinkarnacji mówi się, że ów ktoś nigdy już nie będzie się odradzał w niższej postaci, na przykład jako zwierzę lub głodny duch w piekle. Jeszcze-raz-przychodzący to ktoś, kto odrodzi się jeszcze tylko raz i w przyszłym życiu osiągnie Przebudzenie. Niepowracający to anagamin, który urodził się ostatni raz i w tym życiu osiągnie Przebudzenie. Wreszcie Uspokojony to arhat, który już osiągnął Przebudzenie i nie miotany wątpliwościami żyje w uspokojeniu, czyli nirvanie. Pojawiające się w tym samym rozdziale wyrażenie mieszkający-w-ciszy to arańaviharin; z wypowiedzi czcigodnego Subhuti wynika, że jest to odpowiednik słowa arhat - uspokojony. Rańa to "zmaganie", arańa to brak zmagania, a więc spokój, tyle że "mieszkający w spokoju" sugerowałoby raczej, że nikt mu nie zawraca głowy, a "w pokoju" brzmiałoby jeszcze gorzej. W sanskrycie jest to gra słów: podobnie brzmiące arańya-viharin, czyli "mieszkający w lesie", oznacza pustelnika lub wędrownego ascetę.
Dobra Nauka to saddharma, czyli nauczanie Buddy. Słowo dharma jest szczególnie trudne do przetłumaczenia. W słowniku tłumaczone jest jako "religia", jednakże w czasie i miejscu powstania sutr nie istniało pojęcie religii takie, jak ona jest obecnie rozumiana w świecie zachodnim. Z pewnością nie było mowy o "różnych religiach", buddyzm nie był w żaden sposób oddzielny od braminizmu, w sutrach Budda zwraca się do braminów jak do swoich. Słowo dharma oznaczało raczej zespół nauk i obrzędów prowadzących do dostrzeżenia świata transcendentnego.
Wreszcie Najwyższa i Doskonała Wiedza (pojawiająca się w rozdziałach 2. 22. 23. i 27.) to anuttara samyak sambodhi. Słowo sambodhi nie pochodzi od wyrazu bodhi (przebudzenie), lecz od sambodh -"wyjaśniać, informować, uczyć". Słowo "wiedza" wydaje się być nalbliższym polskim odpowiednikiem.


Aluzje do wcześniejszej literatury.

Diamentowe Ostrze powstało oczywiście w określonym kontekście; autorzy ewidentnie zakładali, że pierwsi słuchacze znają pewne wątki z literatury oraz pewne konstrukcje filozoficzne. Polski wydawca nie może zakładać, że jego czytelnicy będą podobnie przygotowani, dlatego poniżej wyjaśniam najważniejsze aluzje zawarte w sutrze.
W rozdziale szóstym i później w czternastym Subhuti pyta o "ostatni czas". Jest to nawiązanie do buddyjskiej teorii cyklicznych okresów rozwoju i upadku Dobrej Nauki. Przebudzony pojawia się na ziemi co jakiś czas, głosi Dobrą Naukę, która przez pierwsze pięćset lat bujnie się rozwija, a następnie stopniowo upada; w ciągu ostatnich pięciuset lat wyznawcy zajmują się głównie budową wspaniałych klasztorów oraz kłótniami i wzajemnymi oskarżeniami. W tym momencie musi się narodzić nowy Przebudzony, by odnowić Dobrą Naukę. Wspomniany w rozdziałach dziesiątym i siedemnastm Dipankara miał być jednym z wcześniejszych Przebudzonych. Nawiasem mówiąc fakt, że Subhuti zadaje to pytanie, sugeruje że dla autorów sutry odpowiedź na nie była istotna. To z kolei sugeruje, że oni sami żyli kilka stuleci po historycznym Buddzie i że "ostatni czas" zbliżał się wielkimi krokami, jeśli już nie nadszedł. W kilku miejscach Diamentowe Ostrze nawiązuje do cyklu opowiadań z przeszłych żywotów Buddy, które ten podobno pamiętał i opowiedział swym uczniom. Cykl ten znany jest już w literaturze Theravady w języku pali. Bohater tych opowiadań, czyli przyszły Budda, zwany jest w nich bojownikiem-o-przebudzenie. Najbardziej znane jest opowiadanie o spotkaniu z Dipankarą, który miał być Przebudzonym chodzącym po ziemi wiele tysięcy lat przed naszym historycznym Buddą. Otóż bojownik-o-przebudzenie pojawił się raz w tłumie słuchaczy Dipankary, który przepowiedział, że odrodzi się on kiedyś jako Przebudzony o przydomku Mędrzec Śiakyów; do tego opowiadania nawiązują rozdziały dziesiąty i siedemnasty. Rozdział czternasty natomiast nawiązuje do opowiadania, w którym bojownik-o-przebudzenie pojawia się jako mnich głoszący Dobrą Naukę. Pewnego dnia ów mnich zaszedł do pałacu króla imieniem Kalinga, gdzie damy dworu i nałożnice słuchały go z takim zainteresowaniem, że zazdrosny król wydał go na tortury i kazał powoli odrzynać mięso od żywego ciała. Bojownik-o-przebudzenie oczywiście wszystko mu natychmiast wybaczył, czym zarobił sobie na odrodzenie w jeszcze lepszej wersji. Pośrednio do tego opowiadania nawiązuje również rozdział szesnasty.
Kilkakrotnie (w rozdziałach 5. 20. 26. 27.) pojawiają się aluzje do legendy dzieciństwa historycznego Buddy. Otóż kiedy w pałacu króla ludu Śiakya urodził się królewicz Siddartha, król wezwał uczonych braminów, by przepowiedzieli jego przyszłość. Bramini na ciele królewicza znaleźli trzydzieści dwie oznaki, których posiadacz, według dawnych przepowiedni, miał być kimś niezwykłym. Wśród oznak były: wzgórek na środku czaszki, kępka włosów między oczami, bardzo długie uszy, linie papilarne układające się w regularne koła. Braminów było kilku i ich przepowiednie były dwojakie. Jedni mówili, że będzie on Królem Rydwanów, a koła jego wozów bojowych toczyć się będą przez cały świat. Inni twierdzili, że zostanie on Mędrcem Śiakyów, poruszy na nowo Koło Dobrej Nauki, która następnie przetoczy się przez cały świat. Rację mieli oczywiście ci drudzy, królewicz dorósłszy uciekł z pałacu i został wędrownym mnichem o przydomku Śiakyamuni, co znaczy właśnie Mędrzec Śiakyów. Filozoficzne szkoły buddyzmu rozkwitające kilka stuleci później przywiązywały ogromną wagę do owych oznak i do wyjątkowości ich posiadacza. A jaki stosunek ma do nich Diamentowe Ostrze? Łatwo się przekonać zaglądając do owych czterech rozdziałów.
Diamentowe Ostrze podejmuje różne wątki buddyjskiej filozofii i tnie po nich niczym brzytwa Ockhama po niepotrzebnie mnożonych bytach. Ów szacowny i otoczony czcią tekst błyskotliwie operuje absurdem stawiając pod znakiem zapytania filozoficzne tezy, do których buddyści są zwykle mocno przywiązani. Na przykład teorię reinkarnacji i zdobywania zasług w tym życiu, by lepiej się odrodzić po śmierci. Do takich zasług należy obdarowywanie wspólnoty mnichów: w przeszłości królowie często fundowali klasztory obsypując je złotem i klejnotami. W Diamentowym Ostrzu pojawia się kilkakrotnie (w rozdziałach 8. 11. 15. 24. 28.) motyw wypełniania całego świata złotem i klejnotami; pierwsza nasuwająca się myśl to ta, że w takim świecie nie dałoby się żyć, co z kolei zwraca uwagę na rzeczywistą wartość owych klejnotów. Inny przykład: opowieści o dawnych żywotach Buddy dają przykłady poświęcania swego życia dla dobra innych istot: raz się dał zjeść tygysicy, innym razem dał się pokroić na kawałki nie mrugnąwszy okiem. Jednakże propozycja zawarta w rozdziale piętnastym Diamentowego Ostrza przypomina trochę dowcip w rodzaju "Pyta pani dlaczego transformator brzęczy? Jakby pani miała pięćset okresów na sekundę, to też by pani brzęczała". Kwestia zbierania i posiadania zasług podejmowana jest kilkakrotnie i rozwijana aż do kulminacyjnej wypowiedzi w rozdziale dwudziestym ósmym.
Odrębnym wątkiem jest kwestia podmiotu zbierającego owe zasługi, czyli żywych istot oraz odrębnego "ja". Tu również pojawiają się absurdalne obrazy (na przykład pytanie czy człowiek o ciele wielkim jak góra miałby również wielkie ja), acz odpowiedź zdaje się być uznana za oczywistą od początku: kto jest przywiązany do idei odrębnego "ja", ten nie jest bojownikieem-o-przebudzenie. Warto tu zwrócić uwagę, że autorów nie interesuje opis rzeczywistości, czyli ustalenie, czy odrębne ja isniejem czy też nie. Ich interesuje jedynie stan umysłu, czyli jak umysł odzwierciedla ową rzeczywistość. Dla autorów sutry pytanie "czy odrębne ja istnieje?" jest zbędne i należy potraktować je brzytwą Ockhama (lub Diamentowym Ostrzem).
Nie tylko zresztą to pytanie jest zbędne. Zdaniem autorów sutry taką brzytwą należy potraktować wszelkie wierzenia i poglądy. Ten wątek też się przewija kilkakrotnie (rozdziały 15. 17. 30.) z kulminacujną wypowiedzią w rozdziale trzydziestym pierwszym. Z częstego używania brzytwy bynajmniej nie wynika, że Diamentowe Ostrze jest wykładem jakiegoś nihilizmu. Nigdzie w tekście nie jest powiedziane, że nie istnieje przedmiot wierzeń czy poglądów, że nie istnieją żywe istoty czy trzydzieści dwie oznaki Przebudzonego. Autorów Diamentowego Ostrza interesuje umysł, z czego bynajmniej nie wynika, że świat poza umysłem nie istnieje.


Recepcja Diamentowego Ostrza.

Niewiele wiemy na temat recepcji Diamentowego Ostrza w Indiach. W samych Indiach bardzo niewiele zachowało się egzemplarzy sutr, właściwie tylko fragmenty. Sutry Mahayany zachowały się przede wszystkim w krajach misyjnych: w Tybecie, Chinach i nawet w Japonii, i to zarówno w przekładach, jak i w oryginalnej sanskryckiej wersji. Przyczyny mogły być różne. Na przykład klimatyczne: w dawno opuszczonych klasztorach wzdłuż Jedwabnego Szlaku wiele zapomnianych rękopisów zachowało się dzięki pustynnemu klimatowi. Mogły być też przyczyny kulturowe: w Japonii w niektórych funkcjonujących do dziś klasztorach z wielką pieczołowitością przechowuje się ponad tysiącletnie sanskryckie manuskrypty. W Tybecie i w Chinach praktyka przepisywania sutr uważana była za równie ważną, co praktyka recytacji, stąd wielka ilość rękopisów sutr w przekładach na te języki. W starożytnych Indiach natomiast, jak się zdaje, praktyka przepisywania sutr nie była rozpowszechniona. Chińscy podróżnicy z owych czasów opowiadają o klasztorach, w których nie było ani jednego egzemplarza jakiejkolwiek sutry, natomiast mnisi potrafili z pamięci wyrecytować całe ich długie teksty. Zachowane do dziś indyjskie manuskrypty są późne, dużo późniejsze niż chiński przekład Kumarajivy. W opuszczonych klasztorach wśród pustyń Azji Środkowej, przede wszystkim w wielkim klasztorze Dunhuang, znaleziono rękopisy datowane na VI-VIII wiek. Znane są też rękopisy powstałe w Bengalu w XI-XIII wieku. Wśród tych ostatnich najczęściej spotykane są egzemplarze Wielkiej Sutry Mądrości Wiodącej Na Drugą Stronę, czyli Maha Prajńa Paramita Sűtra. Jest to jedna z najdłuższych buddyjskich sutr; Diamentowe Ostrze jest jej częścią i niejako kwintesencją. Być może propagowanie buddyzmu w krajach, gdzie sanskryt nie był znany, wymagało znalezienia tekstu krótszego i łatwiejszego do przetłumaczenia; Diamentowe Ostrze znakomicie się do tego nadawało. W Dunhuangu znaleziono rękopisy tej sutry w różnych językach, zarówno w sanskrycie, jak w nieużywanych już dziś irańskich językach tego regionu, a także po chińsku i tybetańsku. Już w Dunhuangu była to jedna z najpopularniejszych sutr, mierzyć się z nią mogły jedynie Serdeczny Wątek Mądrości (tak zwana Sutra Serca) oraz Lotos Dobrej Nauki. Niezwykle cenione w buddyźmie tantrycznym, Diamentowe Ostrze kopiowane było wielokrotnie w klasztorach Tubetu jak również w tantrycznych klasztorach Japonii. Szczególny jest też związek Diamentowego Ostrza z buddyzmem Zen. Podobno Szósty Patriarcha Huineng, jeszcze jako parobek sprzedający na ulicy drewno na opał, usłyszał fragment tej sutry recytowany przez wędrownego mnicha i natychmiast osiągnął Przebudzenie. Sutra ta pojawia się niekiedy w koanach o następcach Huinenga. Jest na przykład opowiadanie o mnichu Deshanie, który początkowo był przeciwnikiem Zen i wybrał się na wędrówkę z Diamentowym Ostrzem w tobołku, by owych nowinkarzy zniszczyć siłą logiki. Otóż w pewnym miasteczku Deshan znalazł stragan, na którym kobiecina sprzedawała ciasteczka zwane po chińsku "odświeżacze umysłu". Deshan chciał się posilić, na co kobiecina zapytała: "A co wielebny ma w tobołku?" "A Sutrę Diamentową" Na to ona zacytowała ostatnie zdanie z rozdziału osiemnastego i dodała: "I co wielebny chce odświeżyć?" Zresztą sama sutra używa literackich (czy też psychologicznych) chwytów, które nam się dziś kojarzą głównie z literaturą zenistycznego koanu. A wierszyk z rozdziału trzydziestego drugiego mógłby być napisany przez japońskiega mistrza haiku. Kto wie zresztą: ta sutra była recytowana w wielu buddyjskich klasztorach, może miała wpływ również na japońskich poetów?

Za podstawę niniejszego tłumaczenia posłużyły mi dwie wersje angielskie: wydany w 1894 roku przekład profesora Maxa Müllera dokonany bezpośrednio z sanskrytu oraz wydane w 1969 roku przez wydawnictwo Shambala tłumaczenie A.F.Price'a dokonane z chińskiego przekładu Kumarajivy.

Włodzimierz Fenrych



Tekst Sutry Diamentowej



Strona główna





Jeśli ktoś chciałby zawartość niniejszej witryny mieć wydrukowaną w formie książkowej, można taką nabyć w internetowym wydawnictwie Lulu Publishers:
Sutra Diamentowa - książka